Mensa Polska - GR Kraków

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Zawoja

Email Drukuj PDF

PIĄTEK

Wyruszyliśmy spod d. kina Wolność o godzinie 18:42 (choć później pojawiły się kontrowersje, czy nie była to 18:43). W Suchej Beskidzkiej zatrzymaliśmy się w celu dokonani planowanych zakupów. Następnie (...) Budynek Zawoja nr. 1249 znaleźliśmy szybko. Niestety domek nr 1, na który mieliśmy "przydział" okazał się zajęty przez elektryków i pani gospodyni miała problem, co z nami zrobić. Podjęła jednak odważną decyzję umieszczenia nas w innym domku (na szczęście wszystkie pozostałe były wolne). Na kolację wybraliśmy się do "klubo-kawiarni", gdzie dyskutowaliśmy o przewodnictwie cieplnym spożywanych pokarmów (przede wszystkim porównując fasolkę po bretońsku z bigosem i flaczkami). Po powrocie do domku rozpoczęliśmy grę w karty, którą ukończyliśmy już około godz. 3:00 dnia następnego.

SOBOTA

Gdzieś w drodze...

Wybraliśmy się w góry. Ponieważ na Babiej leżał śnieg, skierowaliśmy się na Halę Śmietanową z planem dotarcia na Halę Krupową. Po przekroczeniu granicy ok. 1000 m. npm zaczęliśmy zapadać się po kostki w śniegu. Ciekawiej zrobiło się po minięciu Śmietanowej, gdzie śnieg sięgał sporo za kolana. Po przestudiowaniu mapy i rozmaitych wariantów postanowiliśmy przechytrzyć Przyrodę i "na azymut" zejść z grzbietu (gdzie wg. nas był nawiany śnieg) trochę niżej, do drugiego szlaku. Po krótkiej jeździe na dół osiągnęliśmy cel, lecz warunki okazały się podobne, a my zdecydowaliśmy się zakończyć naszą wiosenną wędrówkę nieco wcześniej. W samej Zawoi poczyniliśmy następnie interesujące obserwacje "z życia PKS" (cytat za "trzeźwym inaczej" tubylcem: "a oni to jeżdżą jak chcą"). Po wysuszeniu spodni i wylaniu wody z butów, skierowaliśmy się do klubo-kawiarni, gdzie:
1) graliśmy w "piłkarzyki",
2) piliśmy herbatę oraz piwo,
3) jedliśmy batoniki Cadbury's Samba (zjedliśmy chyba większość ich zapasów),
4) inteligentnie dyskutowaliśmy m.in. o Makro, Cash & Carry, Plus, Aldi, liberalizmie i polityce, kwestiach obronnych państwa.
Następnie odbyliśmy ognisko z pieczeniem kiełbasek oraz odwiedzinami wściekłego lisa (bez śpiewu). Grę w karty zakończyliśmy już ok. północy.

NIEDZIELA

Zubrzyca Górna Po zjedzeniu konserw i resztek chleba ruszyliśmy do skansenu w Zubrzycy. Tam dokonaliśmy wpisu naszego wyjazdu w księdze pamiątkowej. W drodze powrotnej do Krakowa szukaliśmy grilla, aby coś przekąsić, lecz niestety żaden grill-bar grillem nie dysponował, za to wszystkie tak - "mikrołejwem". Ostatecznie posililiśmy się w znanym (Teraz Polska) Chłopskim Jadle - dwoma "michami pierogów", dwoma "kotłami chłopskimi", chlebem ze smalcem, ogórkami, ciastem i herbatą - w sumie za 33 zł. Zaznaczyć jednak należy, że michy były małe, a kotły jeszcze mniejsze. Towarzyszyła nam w posiłku muzyka ludowa z psującego się magnetofonu oraz stadko much (jak chłopskie, to chłopskie). Na koniec nie mogliśmy się doprosić kelnera, aby przyjął od nas zapłatę (tj. bardzo długo do nas nie podchodził). Cały wyjazd, z którego wszyscy uczestnicy byli bardzo zadowoleni, zakończyliśmy w Krakowie popołudniową porą.

Michał Sowa

Zmieniony: Czwartek, 19 Marzec 2009 18:58  



Ostatnia modyfikacja:Czwartek 01 Grudzień 2011, 09:34 | copyright 2008 by BioSys