Nareszcie go dorwałem! To był pościg, nogi, F-16, konno; na końcu tramwajem z Rynku na Kazimierz i z powrotem slalomem szesnaście razy /względnie zygzakiem bo w głowie żmija, co atakuje znienacka a potem nie mija/ do ziemi kolanem przydusiłem oszusta za gardło złapałem; pasją masakrowałem -te listy od dzieci? [w łuk brwiowy mu łokieć] -gdzie te obietnice że jak będą grzeczne to niby przyjdziesz? [z Bańki mu w kinol] -wykpiłeś się zawsze jakąś kolejką [but opiekuje się nerką] -albo klockami lego [krótki hak na żebro] -a gdzie prawdziwe prezenty? [w podbródek cięcie] -te niewidoczne, do cholery gdzie one? no gdzie? wydusił z siebie tylko "e-e-e" Mikołaj, mu mówię ostatni to był twój raz robisz mnie w lolo prawie 30 lat to Twój koniec, skończona Twa gra - szczęśliwego lepszego oku, szerokich kominów zemsta straszna będzie ma! nie napiszę listu do Ciebie ha! NH, XII.2003





